Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judas Priest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judas Priest. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lutego 2014

Bólobójca



                Rok 1990 Naszej Ery. Na świat przychodzi dwunasta płyta „bogów metalu”. Już od samej okładki bije moc kilkuset koni mechanicznych. Głęboki granat nocnego nieba i ognista czerwień płonącego apokaliptycznego świata, smoczy stalowy rumak i równie stalowy jego uskrzydlony jeździec! Ogień i stal. I ta wysoko uniesiona triumfująca pięść – „teraz wam pokażę!”.


                „Boże, ale tandeta!” - chciałoby się dzisiaj powiedzieć… Ano, nasuwa się taka refleksja, owszem, ale tylko pod warunkiem, że nie słyszało się tego, co jest w środku! Ciekła brytyjska stal stopiona w ogniu wiecznie gorejących metalowych serc! Czerń skórzanych kurtek i blask chromu! Zębate koła, łańcuchowe reakcje, cięcie przestrzeni! Agresywny ryk motocyklowego silnika (zgadnijcie, jakiej marki?), tempo szalejących na najwyższych obrotach tłoków, żar ognia walącego strumieniami z rur wydechowych! Armagedon w cylindrze uwalnia boską moc! Siła, wolność i wiatr we włosach – „heavy fucking metal”! W końcu jedna z koncepcji głosi, że nazwa „heavy metal” pochodzi od pieszczotliwego określenia używanego przez motocyklistów na ukochane harleye…